MENU

O wyścigach - Historia toru

Zanim powstał tor na Służewcu

 

Chciałoby się powiedzieć, że konia z rzędem temu, kto wie, od kiedy ścigano się na terenie ziem polskich. Według Nowej encyklopedii powszechnej PWN, wyścigi konne są najstarszą formą jeździectwa. A zatem można przypuszczać, że nasi przodkowie ścigali się od kiedy tylko wsiedli na konia, jednak zapewne nie dla sportu, a raczej polując czy w ogniu walki, kiedy to umiejętności jeźdźca i szybkość jego rumaka mogły zdecydować o ich życiu lub śmierci. Jedno jest pewne, otóż potrzeba ścigania się pomimo wojen, powstań czy zaborów, nigdy w Polakach nie zgasła, a wręcz przeciwnie – była coraz większa.

Pierwsza pewna data, którą śmiało możemy ogłosić początkiem ery dokumentowania wydarzeń związanych z wyścigami, to rok 1777. Wtedy to na drodze z Woli do Ujazdowa klacz należąca do Kazimierza Rzewuskiego pokonała z kretesem konia angielskiego posła, niejakiego sir Charlesa Whitwortha.

Wydarzenie to omawiano w wielu źródłach, jednak najbardziej interesująco całą rzecz opisał pan Karol Mórawski w rozdziale „Gdzie się w Warszawie na koniach ścigano”, będącym integralną częścią broszury wydanej z okazji otwarcia ubiegłorocznej wystawy „Bomba w górę! 166 lat wyścigów konnych w Warszawie”. A co działo się później? Wyścigi organizowano również na ulicy Marszałkowskiej (1818 rok), a nawet na polach niedaleko Łazienek Królewskich, tyle że dwadzieścia lat później – informuje pan Mórawski.

W marcu 1841 r. powstało Towarzystwo Wyścigów Konnych i Wystawy Zwierząt Gospodarskich w Królestwie Polskim. To właśnie ta instytucja postawiła sobie za cel organizowanie wyścigów konnych oraz wspieranie hodowli koni rasowych. Pierwsze wyścigi rozegrano już w czerwcu tego samego roku. Miejscem, które wówczas wydawało się najodpowiedniejszym dla potrzeb tego typu sportu, były Pola Mokotowskie (okolice dzisiejszego placu Unii Lubelskiej). Ten pierwszy stołeczny tor miał długość około kilometra.

Wyścigi konne, pasjonujące całą Warszawę, zostały zawieszone wraz z wybuchem powstania styczniowego (1863-1864). Jednak ani ta przerwa, ani represje i odebranie autonomii Królestwa Polskiego nie spowodowały spadku popularności wyścigów konnych. Mało tego, polskie konie z każdym rokiem były coraz lepsze. Wygrywały wiele gonitw nie tylko na ziemiach polskich, ale także w Rosji, na przykład w Moskwie. Niezwykle ciekawe jest zdarzenie z 1887 roku, kiedy to Wszechrosyjskie Derby wygrał polski ogier Ruler, zakupiony w Anglii jeszcze w łonie matki.

Popularność wyścigów stale rosła, a zdecydowanie zwiększyło ją oficjalne wprowadzenie totalizatora w 1880 roku, dzięki któremu fundowano całkiem pokaźne nagrody dla zwycięzców. Ważne jest także to, że coraz częściej na polskie ziemie zaczęli przybywać trenerzy i jeźdźcy z Anglii, skąd pochodzą przecież najlepsze konie – „sportowcy”, najlepsi szkoleniowcy i dżokeje, a zatem mogliśmy się uczyć od mistrzów. Można powiedzieć, że był to złoty okres dla polskich wyścigów konnych, o których było głośno w całej Europie.

Wybuch I wojny światowej to kolejny trudny okres w historii polskich hodowli koni, a co za tym idzie, także wyścigów. Na szczęście duża grupa wartościowych koni przetrwała bezpiecznie w Odessie, skąd wróciły na polskie tory w 1919 roku. Musiało jednak upłynąć jeszcze wiele lat zanim wróciliśmy do poziomu hodowli sprzed wojny. Powrotowi do normalności sprzyjało wejście w życie ustawy o wyścigach konnych (1925 rok). To dzięki niej mógł powstać Komitet ds. Wyścigów Konnych.

Tymczasem na fali niezwykłej popularności wyścigów konnych zaczęły powstawać nowe tory, między innymi w Poznaniu, Lublinie i Lwowie. Nawet Zakopane miało swój corocznie wytyczany tor, na którym można było ścigać się zimą. Warszawiacy też chcieli mieć swój tor z prawdziwego zdarzenia. Mówiło się o tym coraz częściej i coraz głośniej. Wrócimy jeszcze do tej kwestii w dalszej części.

Kolejna wojna światowa położyła kres wyścigom. Polskie hodowle, znane na całym świecie, kolejny raz zostały zniszczone, a nasze konie rozproszone.

Po zakończeniu działań wojennych właściciele stadnin nie mogli ich odzyskać, bowiem zostały znacjonalizowane. Co gorsza, konie wyścigowe odebrano też prywatnym właścicielom. W 1950 roku formalnie zlikwidowano bardzo zasłużone Towarzystwo Zachęty do Hodowli Koni, zapewne jako „relikt” burżuazyjnej przeszłości. W to miejsce władza ludowa powołała do życia przedsiębiorstwo Państwowe Tory Wyścigów Konnych, z siedzibą na Służewcu oraz filiami w Sopocie i we Wrocławiu. Kolejny przełom przyniosły zmiany ustrojowe po 1989 roku. Stadniny zostały wówczas postawione w stan likwidacji, a ich majątki przekazano Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. W miejsce dawnych stadnin państwowych urzędnicy utworzyli spółki, z których część sprywatyzowano. Dzięki temu konkurencja pomiędzy hodowcami, choć jeszcze nie na wielką skalę, znowu stała się faktem.

Ale to nie był koniec zmian. W 1993 roku zlikwidowano PTWK, do którego już wszyscy zdążyli się przyzwyczaić, a jego majątek przekazano Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Przygotowano wówczas program częściowej prywatyzacji kilku obszarów związanych z wyścigami, na przykład trenowania koni. Powołano też do życia spółkę Służewiec – Tory Wyścigów Konnych w Warszawie. Ta jednoosobowa spółka Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa funkcjonowała do 1999 roku, w 2000 roku wszystkie udziały skarbu państwa przekazano Totalizatorowi Sportowemu. Firma ta nie mogła rozwinąć skrzydeł, bowiem wkrótce potem odebrano jej prawo organizowania zakładów wzajemnych, a zatem wcześniejsze przekazanie udziałów z biznesowego punktu widzenia było bezsensowne. I tak majątek „Służewca” znów wrócił na własność skarbu państwa. Tymczasem w 2001 roku została uchwalona ustawa o wyścigach konnych, na mocy której powołano do życia Polski Klub Wyścigów Konnych, który zarządzał torem na Służewcu. On też szukał inwestora dla „Służewca”. Dwa sezony wyścigowe udało się zorganizować dzięki spółce Stado Ogierów w Łącku, jednak nadal nie było inwestora strategicznego. Na szczęście od chwili ponownego wejścia do gry Totalizatora Sportowego problem zaplecza finansowego organizacji gonitw na Służewcu przestał istnieć.

Historia powstania toru na Służewcu

Zostawmy kalendarium i wróćmy do samych wyścigów w Warszawie. Centrum zmagań koni i ich jeźdźców aż do 1938 roku nadal były Pola Mokotowskie. O tym, że nie do końca jest to dobre miejsce dla tego typu rozgrywek sportowych, wiedziano od dawna, jednak dopiero w latach 20. potrzeba wybudowania toru w innym miejscu stała się przedmiotem publicznej dyskusji. Popularność wyścigów stale rosła, a tym samym potrzeba przeniesienia się do większej, stałej siedziby stawała się coraz pilniejsza. 26.02.1937 roku „Kurier Codzienny” napisał: A więc dotychczasowy tor, istniejący przeszło 50 lat, nie odpowiada już swoim wymaganiom. Nie ma na nim torów treningowych, trybuny są w opłakanym stanie, stajnie pozostają daleko w tyle pod względem nowoczesnych urządzeń. A z drugiej strony olbrzymia połać gruntów, w samym sercu Warszawy, zajęta pod tor, nie pozwala na przeprowadzenie planów regulacji miasta. Takie argumenty musiały w końcu dotrzeć nawet do największych przeciwników zmian.

Poszukiwania odpowiedniego terenu pod warszawskie wyścigi trwały wiele lat. Brano pod uwagę różne lokalizacje, między innymi teren na Okęciu, jednak Służewiec okazał się najlepszą propozycją. Jednym z powodów zakupu tego terenu było jego znakomite położenie.

Pierwszą ważną datą w historii służewieckiego toru był rok 1926, kiedy to Towarzystwo Zachęty do Hodowli Koni w Polsce zakupiło 150 ha ziemi na Służewcu pod przyszłe obiekty kompleksu wyścigowego. Wydano na ten cel 590 000 złotych. Od tej chwili niemal każdego dnia prasa informowała o postępie prac, o kolejnych robotnikach przybywających na budowę, komunikacji na Służewiec itd. Szeroko rozpisywano się na temat projektu architektonicznego, a potem przeprowadzki z Pól Mokotowskich.

Kolejną bardzo ważną datą, być może najważniejszą, jest z pewnością 3 czerwca 1939 roku, kiedy to po raz pierwszy poszła bomba w górę na pięknym i niezwykle nowoczesnym służewieckim torze wyścigów konnych. Dla porządku dodajmy, że pierwszą gonitwę wygrał ogier Felsztyn, którego dosiadł Stefan Michalczyk. Niestety, warszawiacy nie zdążyli się nacieszyć nowym torem. Ostatnie gonitwy przed wybuchem wojny rozegrano 31 sierpnia 1939 roku. O tym, jak wielką popularnością cieszyły się wówczas wyścigi niech świadczy fakt, że w 1939 roku na stołecznym hipodromie biegało ponad tysiąc koni, w tym wiele takich, których zazdroszczono nam za granicą.

A co z torem służewieckim? Nie ucierpiał w latach wojny aż tak bardzo, żeby całkowicie uniemożliwić starty. Zapobiegli temu sami Niemcy, bowiem na terenie wyścigów stacjonowały odwodowe oddziały SS. Warszawiacy ponownie usłyszeli tętent końskich kopyt w 1946 roku. Rozegrano wówczas 237 gonitw, w których uczestniczyło ponad 160 koni.

„Miasteczko wyścigowe”

Hr. Zygmunt Plater-Zyberk, główny architekt „Służewca”, zanim zajął się projektowaniem, zwiedził wszystkie najlepsze europejskie tory wyścigowe. Dzięki temu z jednej strony uniknięto błędów w fazie projektowej, a z drugiej wykorzystano najnowsze rozwiązania techniczne.

Biorąc pod uwagę wszelkie uwarunkowania terenu, główny tor (2300 m) usytuowano z północy na południe, zaś tor treningowy – ze wschodu na zachód (ok. 30 ha powierzchni). Dodajmy, że główny tor był zbudowany tak, że woda nie miała prawa się na nim gromadzić. Jego kształt (łuki) był wprost wymarzony dla rasowych „sportowców”, czyli koni pełnej krwi angielskiej.

Zaplanowano zbudowanie trzech trybun dla gości o różnej zasobności portfela. Trybuna oznaczona numerem I (zwana „Członkowską”) była przeznaczona dla najważniejszych osobistości. Jej goście mieli do dyspozycji przestronny hall, salę i mały salonik z jadalnią na I piętrze. Trybuna ma połączenie otwartą kolumnadą z tzw. małą trybunką dla personelu. Piętro wyżej były pomieszczenia między innymi dla sędziów. Tu też znajdowała się sala obrad. Do tej trybuny można było dojechać samochodem (oddzielnym wjazdem). Z kolei Trybuna II, czyli główna, mogła pomieścić 5400 osób (były tu miejsca siedzące i stojące). Goście tej trybuny mieli także do dyspozycji hall na parterze. Osoby znajdujące się na obu tych trybunach miały dostęp do padoku, który został usytuowany między nimi. Najtańsze miejsca były na nie dokończonej Trybunie III, która mogła pomieścić nawet 7000 widzów (były tam wyłącznie stojące miejsca).

Cały kompleks miał wiele ciekawych architektonicznie rozwiązań, chociażby tunel pomiędzy obszarem stajen a padokiem. Pomyślano też o sztucznym zraszaniu toru. Jeśli do tego doliczymy mieszkania dla pracowników, magazyny (w tym zbożowy na 550 ton ziarna), stajnie dla ponad 800 koni, studnie, wielki parking, wieżę ciśnień, to chyba nikogo nie zdziwi fakt, że już podczas budowy nazwano ten śmiały projekt budową „miasteczka wyścigowego”. Należy też pamiętać, że w tamtych latach służewiecki tor był największym tego typu obiektem w Europie. Ale cały kompleks nie byłby tak atrakcyjny, gdyby nie wszechobecna zieleń. Z pewnością na pierwszy rzut oka nie widać, że jest tam aż 6000 różnych krzewów i 95 gatunków drzew.

Według głównego architekta na budowę zużyto 12 000 m3 betonu, 85 m3 desek i 1000 ton żelaza. A przecież to nie wszystko, bo jest jeszcze betonowy mur (ok. 6 km), stropy, tynki i nie tylko.

Jaki był, a właściwie nadal jest służewiecki hipodrom, który powstał między ulicami: Puławską, Wyścigową, Bokserską, Kłobucką oraz Wyczółki (d. Galopu). W opinii zdecydowanej większości bywalców tego typu obiektów jest on perłą europejskiej i światowej „architektury hipicznej” – jeśli wolno tak to ująć. Zachwyca nie tylko architektura poszczególnych budynków, ich funkcjonalność (trudna do przecenienia nawet dziś), ale także zieleń, czyniąca z tego miejsca obiekt i sportowy, i rekreacyjny. Nasze „miasteczko wyścigowe” do dziś może być przykładem dla kolejnych pokoleń projektantów torów wyścigów konnych.

Prasa warszawska o przenosinach toru wyścigów konnych
z Mokotowa na Służewiec

(od stycznia 1937 r. do marca 1939 r.)

Wyścigi hamują rozbudowę stolicy – alarmuje w tytule „Kurier Codzienny” w artykule z 24 stycznia 1937 roku. Zaniepokojony redaktor podkreśla, że Zarząd Miasta rozdysponowuje budżet, ale w projektach tych zupełnie jest pomijany tak ważny dla rozbudowy Warszawy punkt, jakim jest teren zajmowany przez wyścigi konne. Redakcja przypomina, że wprawdzie Towarzystwo Zachęty do Hodowli Koni w Polsce (dalej – TZHK) ma już teren na Służewcu, ale przenieść się tam nie może (…), bowiem obroty Towarzystwa zaczęły maleć coraz bardziej (…). Trzeba znaleźć pieniądze, które by pozwoliły Towarzystwu na przeniesienie się na Służewiec – apeluje „Kurier”.

Tymczasem „Kurier Poranny” z troską informuje czytelników (19.02.1937): Tor nasz, istniejący od 50 lat (mowa o torze na Polach Mokotowskich), nie odpowiada nowoczesnym wymaganiom – stajnie są liche, trybuny liche, a co gorsza, brak zupełny terenów treningowych. Redakcja przypomina, że brakuje ok. 7 mln złotych, by TZHK mogło dokończyć budowę nowego toru. Przy okazji „Kurier” ostro atakuje przeciwników wyścigów: Spójrzmy na zagraniczne miasta! Taka Turcja, właściwie uboga, założyła w Angorze olbrzymi i wspaniały tor, ogromnym nakładem, wykładany marmurami itd. Obecnie odchodzi od nas do Turcji transport 20 koni pełnej krwi, jako zapoczątkowanie handlu z nami – a skąd te konie poznano, jak nie z toru wyścigowego? – pyta redakcja.

Z kolei „Kurier Warszawski” z 6.03.1937 roku podkreśla znaczenie rozwoju komunikacji miejskiej dla zapewnienia swobodnego dojazdu mieszkańców stolicy na wyścigi. Jak ojcowie miasta wyobrażają sobie przewiezienie tych 10-30 tysięcy ludzi tramwajami do Służewca i z powrotem o jednej porze – tego nam nikt nie wyjaśnił… – niepokoi się dziennikarz „Kuriera”.

„Polska Zbrojna” z 25.03.1937 roku, odnosząc się do kwestii dofinansowania nowej inwestycji na Służewcu i przeprowadzki wyścigów konnych, informuje – jak to zazwyczaj wojskowi – oficjalnym tonem: Ze strony sfer wojskowych życzymy pomyślnego rozwiązania tej trudnej sprawy, aby przyszły tor na Służewcu mógł spełnić swoje zadanie i przeprowadzać jak najlepiej próby na dzielność, wytrzymałość, na siłę, i odwagę nie tylko naszych koni, ale i naszych jeźdźców.

Tor wyścigowy będzie przeniesiony na Służewiec – donosi 25.03.1937 roku „Walka Ludu”. Czynniki miarodajne obiecały poprzeć starania Towarzystwa o uzyskanie dalszych niezbędnych funduszów na przeniesienie toru mokotowskiego z Mokotowa na Służewiec – czytamy w artykule.

„Czas” natomiast martwi się brakiem funduszy. (…) minimalny projekt budowy obliczony był w roku ubiegłym na sumę około 8 milionów zł., obecnie wobec tak znacznie zwiększonych cen surowca, koszty dokończenia budowy toru przekroczą sumę 10 milionów złotych. W związku z tym rodzi się zasadnicze pytanie – skąd wziąć na te konieczne inwestycje pieniędzy.

Przeniesienie toru na Służewiec zaczyna przybierać realne formy – donosi „Goniec Warszawski” 9 maja 1937 roku. Przystąpiono bowiem już do przeprowadzenia robót ziemnych, kanalizacyjnych i wodociągowych, zakupiono i zwieziono materiał budowlany (…).

„Jutro” z kolei chwali projekt zagospodarowania terenu Służewca: Poczynając od głównego wjazdu, od strony linii tramwaju i kolejki wąskotorowej, szeroka aleja rozdziela plac na dwie części. Z lewej strony III-ich miejsc, II-ich i I-ych (członkowskie), których okalające plare oddzielone barierą od bieżni, ciągną się na przestrzeni ponad pół kilometra. Dalej paddock, siodlarnia i wagi. Aleja, z której będzie się wychodziło na wszystkie miejsca przeznaczone dla widzów, kończyć się będzie obszernym placem tworzącym park dla stacjonowania automobili (do 2000 wozów). (…) Tor wokoło, szeroki na 50 metrów i tor przeszkodowy wewnętrzny, w formie 8-emki, pokryte trawą, gładką jak zielony aksamit. (…) Druga część, północna strona za ogrodem, to budynki administracyjne, domy mieszkalne, w których będą się mieścić także restauracje, kawiarnie, pokoje gościnne dla przyjezdnych, jadłodajnia dla pracowników kawalerów, dom ludowy dla personelu, pralnia, warsztaty, łaźnia, sklepy i przedszkole. – wylicza dziennikarz „Jutra” w numerze z maja 1937 roku.

Służewiec się buduje i… czeka na komunikację – informuje w tytule „Kurier Polski” z 11.06.1937 roku. Z kolei „Express Poranny” chwali 1 kwietnia 1939 roku tempo prac: Już 600 robotników pracuje przy budowie. W miarę rozwoju prac liczba ich wzrośnie do 1.200 ludzi. „Kurier Poranny” 2.06.2008 roku z radością donosi warszawiakom: Służewiec – miasto wyścigowe, rośnie jak na drożdżach! Już w 23 listopada 1938 roku „Express Poranny” oznajmia w tytule: W listopadzie przeprowadzka wyścigów do Miasteczka Wyścigowego na Służewcu. Mrozy wstrzymały jednak prace budowlane, ale ta sama gazeta pociesza na początku stycznia 1939 roku, że wyścigi rozpoczną się na wiosnę już na nowym torze. „Ostatnie Wiadomości” informują 14 lutego 1939 roku, że już 27 maja otwarcie Służewca! „Kurier Poranny” potwierdza – Bomba do góry – na Służewcu!, ale jednocześnie dodaje Jedyna bolączka to komunikacja. „Ostatnie Wiadomości” donoszą w tytule: Ostatni szlif Służewca! Nowoczesne i luksusowe „miasto wyścigowe” w przededniu otwarcia. „Express Poranny” informuje w końcu marca 1939 roku, że zamiast odnogi tramwajowej z ul. Puławskiej projektowana jest szybkobieżna kolej elektryczna, dowożąca publiczność pod same trybuny. Wszystkie gazety odliczają dni do otwarcia…

Bibliografia

Bomba w górę! 166 lat wyścigów konnych w Warszawie. Informator wydany w 2007 roku przez Muzeum Woli, będące oddziałem Muzeum Historycznego m.st. Warszawy, a także Polski Klub Wyścigów Konnych przy okazji otwarcia wystawy pod tym samym tytułem. Autorzy: Jerzy Budny, Karol Mórawski, Agnieszka Dąbrowska i Maria Tejchman.
To już 150 lat! Informator wydany przez Państwowe Tory Wyścigów Konnych z okazji 150. rocznicy rozegrania pierwszego wyścigu. Autor: Zdzisław Umiński.
Prasa stołeczna z lat 1937-1939.