MENU

O wyścigach - Galeria sław

Memoriał Tomasza Dula

(rozgrywany podczas inauguracji sezonu)

Tomasz Dul (ur. 1950, zm. 2005 r.)

Jego gwiazda zajaśniała pełnym blaskiem po wygraniu w 1989 roku Derby na trenowanym przez Mirosława Stawskiego Krezusie. Jak nikt inny potrafił przygotować sobie konie podczas treningów. W wyścigu nie nadużywał bata. Z wielkim wyczuciem i stoickim spokojem potrafił wygrywać pewnie o nos, jak np. Oaks na Królowej Śniegu. Począwszy od końca lat 80., aż do tragicznej śmierci 25 lutego 2005 r. w wypadku samochodowym, był najpopularniejszym dżokejem na Służewcu. Wtedy to wśród publiczności często było słychać zawołanie: „Dawaj Dulu, toru królu”!

Zadebiutował w na Służewcu w 1967 roku, ale potem miał dłuższe przerwy, kiedy to pracował m.in. fabryce domów. Pierwszą gonitwę wygrał dopiero w 1978 r. Prawdziwa jego kariera zaczęła się trzy lata później, a tytuł dżokeja uzyskał
w 1983 r., wygrywając setną gonitwę na trenowanej przez Andrzeja Walickiego Kniei.

Po odejściu ze stajni Walickiego przez 8 lat pracował u Stawskiego i Doroty Kałuby, wygrywając na jej koniach trzykrotnie Derby (1997 – na Mustafie, 1998 – na Arkticu i 2000 – na Dżamajce). Przez ostatnie dwa lata pracował w stajni Macieja Janikowskiego (wygrał w 2004 r. Derby na Montbardzie po przesunięciu Królowej Śniegu z pierwszego miejsca na trzecie za crossing).

Oprócz pięciu zwycięstw w Derby, sześciokrotnie wygrał Nagrodę Prezesa Rady Ministrów i trzykrotnie Wielką Warszawską. W 2000 roku ustanowił rekord Służewca wygranych w jednym sezonie – 139, który zapewne nigdy nie zostanie pobity. Przez trzy sezony pracował w stajni jednego z szejków w Abu Dabi i jako jedyny z polskich jeźdźców ścigał się na tamtejszych torach. Tomasz Dul był niewątpliwie, obok Jerzego Jednaszewskiego i Mieczysława Mełnickiego, jednym z najwybitniejszych dżokejów w historii Służewca.

Miesiąc przed tragicznym w skutki wjazdem w okolice Warki (chciał zrobić przysługę koleżance ze stajni i przywieźć jej dzieci z ferii) zdał egzamin trenerski. Planował, że za rok dwa zakończy karierę jeździecką i zacznie trenerską. Na cmentarzu
w Pyrach „Króla Toru” żegnał tłum sympatyków i przystrojony w żałobne barwy koń.

Memoriał dr. Aleksandra Falewicza

(pierwszy w sezonie wyścig z płotami, pierwsza połowa maja)

Aleksander Falewicz (ur. 1924, zm. 1996)

Ukończył weterynarię 1951 r. w Warszawie. Był bardzo aktywny na wielu polach związanych z końmi – nie tylko wyścigowymi, ale także sportowymi. Szefował polskiej ekipie jeździeckiej na igrzyskach w Rzymie i Meksyku, prowadził też stajnię sportową na Służewcu, w której zaczynała swą przygodę z końmi świetna trenerka Dorota Kałuba. Na początku lat 60. kierował Działem Selekcji, na następnie przez dwa lata był kierownikiem końskiego szpitala na Służewcu.

O Aleksandrze Falewiczu opowiada wdowa po nim, pani Barbara Falewicz.
– Mąż kontynuował tradycje rodzinną. Jego ojciec, płk. Falewicz prowadził przed wojna stajnię na Polu Mokotowskim. Trenował m.in. tak wspaniałe konie jak zwycięzcę Derby w 1936 r. Wisusa. Teść jeszcze do 1949 r. miał stajnię na Służewcu. Aleksander przeszedł wszystkie szczeble jeździeckie. Wygrał w sumie 160 gonitw, w tym aż 146 płotowych i przeszkodowych, był bowiem za ciężki, żeby brać udział w gonitwach płaskich. Trzykrotnie wystartował w Wielkiej Pardubickiej. Raz był drugi, raz, piąty i raz nie ukończył biegu. Koń, którego dosiadał, zabił się na najtrudniejszej przeszkodzie – taxisie. Mąż zaczął najpierw trenować konie w Kozienicach, gdzie w 1956 r. został zastępcą dyrektora stadniny ds sportowych i wyścigowych. Jako trener plasował się wysoko w czempionacie. W 1957 r. Nagrodę St. Leger wygrał szkolony przez niego Viareggio, w następnym sezonie zwycięstwo w Derby odniósł Cedric, dosiadany przez Arkadiusza Goździka, a dwa lata później Donna Aqui wygrała pod Jerzym Jednaszewskim Wielką Warszawską. Potem mąż był kierownikiem Działu Selekcji, a następnie szpitala końskiego.

Do Wiednia wyjechaliśmy w 1971 r. Mąż trenował tam konie przez 18 lat. Między innymi jego Henrykus wygrał Derby Austrii w 1982 r. W 1989 r. przenieśliśmy się do Monachium, gdzie Aleksander był trenerem przez pięć lat. W sumie jako trener mój mąż wygrał 1364 gonitwy. Zmarł dwa lata po przejściu na emeryturę – kończy Barbara Falewicz.

Memoriał Jerzego Jednaszewskiego

(pierwsza dekada czerwca, wyścig dla koni przygotowywanych boczną ścieżką do Derby)

Jerzy Jednaszewski (ur. 1930, zm. 2009 r.)

Wspaniały dżokej, następnie trener, a na emeryturze najpierw członek, a potem przewodniczący Komisji Technicznej. Nazywany przez bywalców toru zdrobniale „Jerzykiem”. Był nie tylko świetnym sportowcem (8 razy wygrał Wielką Warszawską, 5 razy Derby i dwukrotnie Wielką Nagrodę Europy w Kolonii), ale także jedną z największych osobowości w historii wyścigów na Służewcu. Zawsze tryskał energią, humorem i wyróżniał się pogodą ducha. Urodził się w 1930 roku na torze przy ul. Polnej. Jego ojciec, Marian Jednaszewski, był wtedy dżokejem w stajni prowadzonej przez Michała Molendę, ojca Stanisława Molendy, jednego z najlepszych trenerów w historii Służewca.

W styczniu 1946 roku rozpoczął pracę jako chłopiec stajenny u trenera Stanisława Ziemiańskiego, ojca Bogdana Ziemiańskiego. Pierwszy raz pojechał w wyścigu dopiero w maju następnego roku, bo ojciec uważał, że najpierw musi się nauczyć dobrze jeździć. Pierwsze zwycięstwo odniósł po dwóch miesiącach, ale 10 lat minęło zanim wygrał setną gonitwę i zdobył tytuł dżokeja. Jeszcze jako kandydat dżokejski wygrał w 1957 r. Derby na Pearym. Jako świeżo upieczony dżokej zwyciężył też na tym samym koniu w Wielkiej Warszawskiej.

Był klasowym dżokejem, o eleganckiej sylwetce i międzynarodowej sławie. W 1974 roku wyjechał na kontrakt do Niemiec, gdzie w dwóch następnych sezonach zwyciężył na Windwurfie w biegu o Wielką Nagrodę Europy w Kolonii. Wygrał w karierze 757 gonitw, odnosząc sukcesy na torach Polski, Niemiec, Austrii, Węgier i Czechosłowacji. Tytuł czempiona zdobywał w Warszawie dwukrotnie (1960-61). Karierę jeździecką zakończył w sezonie 1977, wygrywając na trenowanym przez Stanisława Molendę Dersławie Wielką Warszawską. W następnym sezonie zaczął pracę jako trener. Zadebiutował wspaniale. W Wielkiej Warszawskiej, do której miał największy sentyment, zwycięstwo odniósł Pawiment. Był bardzo blisko wygranej w Derby 1988 r., kiedy to przygotowywany przez niego Iluzjan po walce od startu z Diablikiem przegrał w celowniku o nos.

Jerzy Jednaszewski zakończył karierę trenerską w 1994 r. Potem pracował w Komisji Technicznej, najpierw jako sędzia, a następnie jej przewodniczący.

Memoriał Bogdana Ziemiańskiego

(rozgrywany w drugiej połowie sierpnia podczas dorocznego Dnia Arabskiego)

Bogdan Ziemiański (ur.1930, zm. 2009 r.)

Świetny dżokej i trener, syn znanego jeźdźca, a następnie trenera Stanisława Ziemiańskiego, ojciec trenera Krzysztofa Ziemiańskiego.

Karierę jeździecką rozpoczął w 1946 roku w Lublinie. Jeszcze w tym samym sezonie przeniósł się na Służewiec, gdzie wygrał 20 gonitw. Tytuł dżokeja uzyskał w roku 1949 r. Największy sukces odniósł w 1966 r., wygrywając Derby na Ataraksie. Ponadto trzykrotnie zwyciężał w Oaks. W 1971 roku dosiadana przez niego Dalila wygrała z miejsca do miejsca, bijąc derbistkę Daglezję i późniejszą zwyciężczynię St. Leger Bostellę. Odbył jeździecką praktykę na Węgrzech, przez dwa latach ścigał się też na torach w Szwecji, dzięki czemu miał potem dobre kontakty, szczególnie z hodowcami i trenerami koni arabskich, którzy chętnie przekazywali mu je do treningu na Służewcu.

Najlepszym ze szwedzkich arabów Pana Bogdana był Millennium, który w 2003 r. wygrał Nagrodę Europy. Pracę trenerską rozpoczął w 1976 r. i kontynuował ją do ostatnich tygodni przed śmiercią, która nastąpiła 2 lutego 2009 r. Trenował tak świetne konie, jak Duplikat (wygrał Nagrodę Prezesa Rady Ministrów w 1977 r.), Dżudo (pierwszy w Rulera i St. Leger oraz drugi w Derby 1980, oraz królujący na krótkich dystansach Vilnius (rok ur. 1981), który odniósł aż 14 zwycięstw, w tym dwukrotnie w Criterium.

Bogdan Ziemiański był dobrze znaną i popularną postacią wśród bywalców toru na Służewcu, a koledzy i współpracownicy cenili go za jego skromność i życzliwość. Znany był również z niezwykłej dbałości o konie, czym zaskarbił sobie zaufanie licznych właścicieli. W jednym z wywiadów powiedział:
– Są różne konie i trzeba indywidualnie podchodzić do każdego. Nie można niczego robić szablonowo. Delikatna klacz nie może na treningu pracować tyle, co koń tęgi, mocny. Ja podchodzę do koni jak do ludzi.

Memoriał Fryderyka Jurjewicza

(rozgrywany podczas Gali Derby, do 2010 r. Nagroda Rzecznej)

Fryderyk Jurjewicz (ur.1871, zm. 1929 r.)

Hodowca i organizator wyścigów konnych w Polsce, wieloletni prezes Towarzystwa Zachęty do Hodowli Koni w Polsce (1910-1923). Kierował Zarządem Stadnin Państwowych w Ministerstwie Rolnictwa i Dóbr Państwowych. Jego imię nosiła Wielka Warszawska w 20-leciu międzywojennym.

Kiedy w 1915 r. wojska niemieckie zaczęły zagrażać Warszawie, stajnie i większość stadnin zaczęto ewakuować w głąb Rosji (w czasach Królestwa Polskiego nasze stadniny i stajnie działały w ramach organizacji hodowlanych i wyścigowych Carskiej Rosji, a polskie konie z powodzeniem rywalizowały na torach Petersburga czy Moskwy). Część koni ze stajni wyścigowych znalazła schronienie na torze Kołomiaskim w Petersburgu, gdzie brała nadal udział w organizowanych wyścigach konnych, a stadniny rozpierzchły się po terenach Rosji. Fryderyk Jurjewicz, który przed wojną był również wiceprezesem Towarzystwa Wyścigowego w Odessie, rozpoczął szeroko zakrojoną akcję ściągania wszystkich polskich koni na tor w Odessie. Wydzierżawił tor na potrzeby polskie i przez 4 lata pod bokiem carskich Rosjan, Ukraińców, bolszewików, Niemców, Austriaków, białogwardzistów, francuskiego korpusu interwencyjnego i ponownie bolszewików organizował polskie wyścigi konne na obczyźnie. Dało to zatrudnienie i szanse przeżycia wielu pracownikom Toru Mokotowskiego i polskich stadnin, a przede wszystkim zachowało nasz przychówek hodowlany.

Działo się to przy ogromnych problemach aprowizacyjnych, braku paszy i totalnej zawieruchy dziejowej w tych czasach w Rosji. 6 kwietnia 1919 gdy francuski korpus interwencyjny ostatecznie zdecydował się opuścić Odessę Jurjewicz podjął decyzję o opuszczeniu miasta i udaniu się z całym „dobytkiem” do Warszawy. Przyłączając się do dywizji gen. Żeligowskiego liczący ponad 250 koni wyścigowych tabor wyruszył do Polski przez niespokojne tereny Ukrainy i Rumunii. Po przeszło dwóch miesiącach wędrówki 28 czerwca 1919 oddział 252 koni wyścigowych z Jurjewiczem na czele przybył do Warszawy na Tor Mokotowski. Ponieważ sam tor niewiele ucierpiał podczas działań wojennych, to mimo ogromnego wyczerpania koni już 7.09.1919 odbyły się pierwsze wyścigi konne w powojennej Warszawie.

Memoriał Jerzego Eliasa

(wyścig płotowy, w ostatnich latach rozgrywany w ostatniej dekadzie lipca lub na początku sierpnia)

Jerzy Elias (ur.1924, zm. 1999)

Zwany w środowisku wyścigowym „Docentem”. Zaczynał karierę na Służewcu na początku lat 50. Jako uczeń brał udział także w biegach płotowych, ale ciężki wypadek przydarzył mu się jednak w wyścigu płaskim. Powrócił na tor jako felczer weterynarii i zaczął pracować końskim szpitalu. Następnie został sędzią u wagi, ale do służewieckiej legendy przeszedł jako niezwykły starter. Jako jedyny w tym fachu miał międzynarodową licencję.

W książce „Żokej”, napisanej w wspólnie z Wojciechem Zielińskim, tak Jerzego Eliasa opisuje Mieczysław Mełnicki, obchodzący w 2013 roku jubileusz 60-lecia pracy na wyścigach:
– Ze startów do gonitw robił całe widowisko. Pięknie ubrany w płaszcz i kapelusz, a czasami w cylinder – z nieodłączną lornetką w ręku – jechał stylowym powozem na start. Tam stawał się zupełnie kimś innym. Dystansował się od dżokejów, których przecież dobrze znał. Tu nie było kolegów. Tu wszyscy byli na „pan”. Stawał się jednakowo surowy i sprawiedliwy dla wszystkich. Jego elegancki ubiór miał jeszcze bardziej podkreślać ten dystans.

Kiedyś startowało się spod lin i konia trzeba było trzymać do ostatniej chwili. Falstartów nie było. Po prostu niecierpliwy jeździec zawisał na linach.”
Kiedy w 1975 r. na Służewcu pojawiła się maszyna z boksami startowymi, „Docent” wymyślił tzw. „maturę”, czyli egzamin, który musiały zdawać wszystkie konie przygotowywane do debiutu. Do legendy przeszedł jego wyczyn, kiedy to w ciągu 12 sekund swoje miejsca w startmaszynie zajęło 11 dwulatków.

Do służewieckiej anegdoty przeszło też zdarzenie zaistniałe podczas startu do Derby w 1982 roku. Na dany przez „Docenta” znak wszystkie konie ruszyły, oprócz Otmara, przed którym nie otworzyły się drzwiczki. Jerzy Elias mógł go uznać za pozostawionego na starcie, ale jego wrodzone poczucie sprawiedliwości mu na to nie pozwoliło. Błyskawicznie podjął decyzję i konie, które przebiegły już kilkaset metrów, wróciły ponownie na start. Tym razem już wszystkie ruszyły i… zwycięzcą Derby został Otmar.

Jerzy Elias zmarł nagle podczas pięknego dnia wyścigowego w maju 1999 roku.