MENU

Aktualności - wszystkie

Zaczynamy z Dimą nową przygodę z trójką koni

Rozmowa z Natalią Szelągowską, najmłodszym trenerem na Służewcu.

Co spowodowało, że w wieku 28 lat zapragnęła pani zostać trenerką koni wyścigowych?

Tak jakoś wyszło, bo… wyszłam za mąż za dżokeja Dimę Petryakova. Po dwóch latach postanowiliśmy stworzyć jeszcze jeden duet oprócz małżeńskiego. Ja w roli trenera, on jeźdźca.

To stało się jesienią ub. roku?

Tak, kupiliśmy na służewieckiej aukcji wspólnie z moim tatą dwie klacze trenowane przez Michała Romanowskiego, Theskyisnolimit i Showmeyourheaven. Obie zdążyły jeszcze w ub. sezonie po razie wystartować w barwach naszej stajni. Pierwsza wygrała (po raz drugi w karierze), a druga zajęła trzecie miejsce.  Ponadto w grudniu kupiliśmy  ogiera Invincible Gunnera. Tak więc  zaczynamy z Dimą nową przygodę z trójką folblutów.

Invincible Gunner wystąpi już w pierwszym dniu wyścigowym

Jakie miała pani wcześniej związki z końmi i wyścigami?

Dosyć liczne, bo tata zadbał o to, żebym od małego uczyła się jazdy konnej, a oprócz tego zabierał mnie na wyścigi, których jest wielkim miłośnikiem. Gdy skończyłam 15 lat zaprowadził mnie do stajni trenera Andrzeja Walickiego. Przez dłuższy czas przychodziłam na przejażdżki, ale w żadnym wyścigu nie pojechałam, bo nie przejawiałam zbytnio chęci takiej rywalizacji. Bardziej natomiast lubiłam jazdę na treningach.

Szkolenie koni wyścigowych wymaga konkretnego zasobu wiedzy teoretycznej i praktycznej. Jak ją pani zdobyła?

Gdy odwiedzałam Dimę w Moskwie, pracowałam w stajni prowadzonej przez jego ojca, dobrze znanego starszym bywalcom Służewca Michaiła Petryakova, który w latach 90. zyskał sławę na Służewcu najpierw jako dżokej, a potem trener. Pan Misza, tak do niego nadal zwracam się grzecznościowo, choć jest teraz moim teściem, widząc moje zainteresowanie treningiem koni, pewnych rzeczy praktycznych mnie nauczył, a wiedzę teoretyczną zdobywałam i nadal zdobywam z pomocą stosownych lektur. Rok temu zdałam egzamin i uzyskałam licencję trenerską.

Jak wasza trójka jest przygotowana do sezonu?

Pod względem kondycyjnym bardzo dobrze, ale jeśli chodzi o wyrobienie szybkości nie wszystko poszło zgodnie z planem, bo warunki pogodowe na to nie pozwoliły. Dlatego też wiosną nie będziemy ich zbytnio „cisnąć”, żeby zachowały chęć do biegania podczas całego, długiego przecież sezonu. Już pierwszego dnia wystartują Invincible Gunner i Theskyisnolimit.

Czy zamierzacie poprzestać na prowadzeniu trzykonnej stajni?

Nie, chcemy się rozwinąć i jeszcze jesienią kupić dwa-trzy irlandzkie konie, ale już w Irlandii, a nie na Służewcu.

W pracy w stajni pomaga wam teraz mama Dimy, która ma takie samo imię Natalia, jak pani. Czy przyjechała na długo?

Tym razem jeszcze nie. Wyjedzie po otwarciu sezonu, ale obiecuje, że gdy stajnia się powiększy, to wtedy być może przyjedzie na stałe.

Dziękujemy bardzo za rozmowę.

Rozmawiał Islander