MENU

Aktualności - wszystkie

Sukcesy dodają mi skrzydeł!

Rozmowa z Natalią Hendzel, która w miniony weekend wygrała na Służewcu dwa wyścigi pozagrupowe.

Ostatnie zwyciestwa na Służewcu wywindowały panią na szóste miejsce w czempionacie jeździeckim. Czy to najlepszy sezon w pani karierze?

Natalia Hendzel odbierała na Służewcu puchar zarówno w sobotę, jak i niedzielę

Muszę ocenić go jako wyjątkowo udany. Pod względem zwycięstw, to najlepszy rok, bo mam w tej chwili na koncie 21 wygranych. We Wrocławiu odniosłam 15 zwycięstw, ale zwłaszcza tegoroczne wygrane na Służewcu mają dla mnie naprawdę dużą wartość. Po pierwsze dlatego, że udało mi się na Fazzie Al Khalediah zdobyć cztery nagrody (Europejczyka, Białki, Sambora i Porównawczą), a na Rekim wygrać Sac-a-Papier. Nie mniej istotny jest dla mnie fakt, iż te wygrane przychodziły w rywalizacji z dżokejami, takimi jak Szczepan Mazur, Aleksander Reznikov i inni. Ta dyscyplina jest zdominowana przez mężczyzn, którzy mają przewagę fizyczną i trudno ich pokonać w bezpośredniej walce. Jak się okazuje, można tego dokonać mając dobrego konia. Takie sukcesy pozwalają uwierzyć w siebie i pokazać, że chociaż kobiety-dżokeje nie mają tyle siły, co mężczyźni, to jednak konie pod nimi też mogą zwyciężać, nawet w dużych wyścigach. Bardzo cieszę się z możliwości ścigania się na Służewcu z najlepszymi i na dobrych koniach. Jestem za to wdzięczna trenerowi Michałowi Borkowskiemu i właścicielom, którzy, nie bez obaw, odważyli się dać mi tę szansę.

Jakie były początki pani kariery?

Co ciekawe, trafiłam na wyścigi bardziej przez przypadek. Któregoś dnia moja koleżanka, która uczyła się jeździć konno na Partynicach, przyciągnęła mnie tam. Spodobało mi się i zostałam. Wkrótce zaczęłam przychodzić do stajni trenerki Barbary Olszty i w wieku 16 lat zaczęłam jeździć w wyścigach. Jeszcze w tym samym roku wygrałam swoją pierwszą gonitwę – na półkrewku Tokaju. Dziewięć lat później, w sierpniu 2015 r. zwyciężyłam po raz setny i zdobyłam tytuł dżokeja na trenowanym przez Michała Borkowskiego arabskim trzylatku Great Gatsby.

Fazza Al Khalediah jest niepokonany w sześciu startach. Wygrał pod Natalią Hendzel trzy gonitwy najwyższej kategorii

Wracając jednak do przebiegu mojej kariery, drugim trenerem, u którego pracowałam przez kilka lat, był Stanisław Borkowski, ojciec Michała. Następnie, w sezonie 2012, współpracowałam z Darią Gutowską w Janowie Podlaskim. Wtedy częściej gościłam na Służewcu, gdzie ścigała sie większość jej koni. Od 2013 roku pracuję u Michała Borkowskiego na Partynicach.

Czy Fazza Al Khalediah od początku był gwiazdą w stajni?

Właśnie nie, ponieważ na treningach nie sprawiał wrażenia szczególnie utalentowanego. Jest raczej niechętny do szybkiego galopowania i przemęczania się na torze roboczym. Dlatego początkowo nic nie zapowiadało, że jest aż tak mocny. To wskazuje, iż jest to naprawdę klasowy koń, który wie, o co chodzi w wyścigach. Odniósł dwa imponujące zwycięstwa we Wrocławiu, ale na Służewiec nie jechał w roli faworyta. Okazał się jednak bezkonkurencyjny w swoim roczniku, a w minioną niedzielę spisał się jeszcze lepiej.

Fazza startował w roli jednego z faworytów, ale Reki już nie. Podejrzewała pani, że uda się sprawić taką niespodziankę?

Amazonka świetnie zna Rekiego, na którym wygrała wyścig o Nagrodę Sac-a-Papier

Wszystkim mówiłam, że wygram! A tak poważnie, wierzyłam w niego i mówiłam, że może wygrać, choć tak naprawdę nie wiedziałam, na co go stać. To dla mnie bardzo ważna wygrana, ponieważ Reki jest moim ulubieńcem od kiedy trafił do naszej stajni. Przez cały rok czekałam na możliwość pojechania na nim w gonitwie płaskiej, chociaż nie wiedziałam, czy to w ogóle nastąpi i czy będzie miał jakiekolwiek szanse. W dodatku padło na trudny, naprawdę dobrze obsadzony wyścig, z udziałem uczestników Derby i Wielkiej Warszawskiej. Myślę jednak, że wykorzystałam daną mi szansę. Znam Rekiego bardzo dobrze, bo na treningach to właśnie ja z nim pracuję, także przygotowując go do gonitw „skakanych”. Wiem, ile może dać z siebie i mocno w niego wierzę. W wyścigu był moment po wyjściu na prostą, kiedy wydawało się, że już słabnie. Być może dżokej, jadący na nim po raz pierwszy, odpuściłby. Ja jednak czułam, że Reki po prostu nie wie, co ma dalej robić i nie jest to kwestia braku sił. Dałam mu znać, a on przyspieszył i zafiniszował naprawdę świetnie, jak na konia specjalizującego się w biegach przeszkodowych. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa z powodu tej wygranej. Mam nadzieję, że w przyszłości odniosę więcej takich zwycięstw.

W takim razie życzymy jeszcze wielu podobnych sukcesów na polskich torach. Bardzo dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiał Piechur