MENU

Aktualności - wszystkie

Shannon Queen będzie jeszcze biegać na Służewcu, jeśli nie zostanie sprzedana

Rozmowa z Januszem Kozłowskim, który otrzymał wyróżnienie specjalne za osiągnięcia trenerskie w sezonie 2017, przede wszystkim za sukcesy Shannon Queen (sześć zwycięstw w gonitwach pozagrupowych). Ponadto uplasował się na czwartym miejscu trenerskiego czempionatu z dorobkiem 37 zwycięstw, przy drugiej najmniejszej liczbie startów spośród czołowej dziesiątki.

Chociaż miejsce w tegorocznym czempionacie trenerów zajął pan nieco niższe niż w ubiegłym (w 2016 drugie), to chyba nie może pan narzekać na miniony sezon?

Jak to bywa w sporcie, zawsze może być lepiej. Trzeba być ambitnym, żeby osiągać coraz lepsze wyniki. Ale rzeczywiście, jestem zadowolony ze wszystkiego, co udało się nam ugrać w tym roku. Systematycznie realizowaliśmy to, co zaplanowaliśmy.

Shannon Queen była w tym roku sześciokrotnie dekorowana na padoku

Już po poprzednim sezonie, kiedy Shannon Queen zdobyła tytuł Arabskiego Konia Roku, było wiadomo, że będzie największą gwiazdą pańskiej stajni. Czy miał pan wobec niej specjalne plany i specjalny cykl przygotowań?

Najważniejsze biegi sezonu, czyli Derby, Nagrodę Europy oraz Oaks Królowa wygrała. Do tego dołożyła jeszcze sukcesy w biegach o Nagrody Kabareta, Janowa i Michałowa. Przegrała dopiero w ostatnim starcie, w Porównawczej. Tylko tego zabrakło do pełni szczęścia, ale główne założenia zostały zrealizowane. Po prostu spokojnie przygotowywaliśmy ją do kolejnych występów.

Czy nie żałuje pan tej ostatniej porażki?

To było wliczone w ryzyko. Czułem przed tą gonitwą, że może to być koniec wspaniałej serii tej klaczy, ale nie miałem większych wątpliwości, iż powinna wystartować. Trzeba iść z duchem sportu, a nie poddawać się w przedbiegach. Nie baliśmy się konfrontacji i chociaż warunki biegu nie były korzystne dla Shannon Queen podjęliśmy rękawicę.

Na koniec sezonu wraz z właścicielami potwierdził pan, że klacz pozostaje w treningu na kolejny sezon.

Tak. Właściciele nie chcą jeszcze włączać jej do hodowli, bo ona się świetnie czuje na bieżni. Może się natomiast okazać, że zostanie sprzedana. Bardzo się nią interesuje kupiec z jednego z państw arabskich, który chce nabyć „Królową” dla jakiegoś bogatego szejka. Jeśli cena będzie satysfakcjonowała obie strony, to klacz wyjedzie z Polski. Oczywiście, chciałbym ją nadal trenować, ale rozumiem też właścicieli. Utrzymują już kilka koni, prowadzą własną stadninę, a żeby to wszystko mogło odpowiednio funkcjonować, muszą również sprzedawać konie. Taka jest kolej rzeczy. Państwo Gromalowie włączyli już do stada dwie inne, bardzo dzielne klacze Twilight i Gusę, a do Niemiec sprzedali niezłego Minastirita i młodszego Myk Myka.

Warto wspomnieć, że Twilight i Gusa również dostarczyły mi w tym roku radości i zasłużyły na wzmiankę. Pierwsza z nich wygrała trzy wyścigi, w tym dwa imienne (Nagrody Bandosa i Druida), a druga bieg o Nagrodę Cometa, zanim jej karierę przerwały problemy zdrowotne. Nieco rozczarował Minastirit, który okazał się na tyle trudny do jazdy, że żaden z jeźdźców nie potrafił na nim wygrać, choć kilkukrotnie było blisko. Był też piąty w Derby.

A czy któreś folbluty zasłużyły na wyróżnienie?

Glamorous Thingie także była jedną z gwiazd w stajni Janusza Kozłowskiego

Przede wszystkim znakomita dwulatka Glamorous Thingie, która wygrała we wszystkich czterech startach, zdobywając m. in. nagrody Cardei i Efforty. Właśnie w najbliższych dniach ma zostać zabrana do Francji przez właściciela. Nie mam jednak o to pretensji, bo taka była umowa. Wcześniej zabrana została Greshnitsia, zwyciężczyni gonitwy o Nagrodę Soliny. Ten sukces dał mi sporo radości, niestety w Derby ta zdolna trzylatka rozczarowała. Tylko i wyłącznie po suchej bieżni galopuje na 100 procent możliwości, a przed biegiem o błękitną wstęgę padało. Poza tym okazało się, że jednak nie była taka wielka, skoro później nie sprawdziła się na zagranicznych torach. Fajnie rozwinął się Sumidero, który w drugiej części sezonu okazał się solidnym sprinterem. Zostaje na kolejny sezon i wydaje się, że jeszcze pójdzie do przodu.

W przyszłym roku będzie pan trenował więcej, czy mniej koni? Jak widzi pan ocenia ich siłę?

Wygląda na to, że stawka będzie podobna pod względem ilościowym do tegorocznej. Jest kilka koni, które pokazały się z dobrej strony i liczę, iż w przyszłym roku jeszcze się poprawią. Na pewno rocznik derbowy arabów będzie słabszy niż poprzedni, jednak dzielną i utalentowaną Minę Maię stać na udane starty. Przybyły już również młode araby od państwa Gromalów: dwa ogiery, półbrat Twilight oraz syn Magny S, a także dwie bardzo ładne, wyrośnięte klaczki. Myślę, że będzie z nich pożytek.

Jeśli chodzi o folbluty, to fajnie pod koniec roku zaprezentowały się dwa francuskie ogiery, Zghorta Dynamite oraz Sacrebleu. W pewnym momencie traciłem już nadzieję, że wyjdą one do startu, ponieważ ciągle nękały je jakieś dolegliwości, ale wspólnym wysiłkiem udało nam się doprowadzić do tego, że pobiegły po jednym razie. Oba odniosły zwycięstwa, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Oprócz nich mam jeszcze fajną klacz po Zambezi Sun, która nie wyszła do startu, bo nie chciałem jej na siłę przygotowywać. Zapowiada się interesująco. Ciągle wierzę również w ogiera Clouds Blue, który po zwycięstwie ścigał się z mocnymi przeciwnikami. Ma talent, jednak jest trochę zbyt impulsywny. Jeśli udałoby się go wyciszyć, on również powinien swoje wygrać.

Będzie kilka dwulatków zagranicznej hodowli, m. in. od właściciela, który dopiero rozpoczyna swoją przygodę z końmi. To dobrze, że pojawiają się takie osoby i cieszę się, że chcą mi zaufać. Na razie mamy trzy folbluty zakupione na aukcji w Irlandii i dwa z Francji.

W tym sezonie pracował u pana z Aleksander Reznikov, który został wiceczempionem jeźdźców. Czy ta współpraca będzie kontynuowana?

Katarzyna i Janusz Kozłowscy oraz dżokej Aleksander Reznikov

Tak. Uważam, że to jeden z najlepszych dżokejów w Polsce i liczę, iż razem będziemy mogli świętować jeszcze wiele sukcesów. Zostaje u mnie również Aslan Kardanov, który także chce się rozwijać jako jeździec wyścigowy.

Korzystając z okazji, chciałbym gorąco podziękować mojej żonie Kasi za wielką pomoc w prowadzeniu stajni. Gdyby nie ona, na pewno sukcesów byłoby mniej. Cieszę się, że mam takie wsparcie. Słowa uznania należą się także każdemu członkowi naszej ekipy stajennej za serce wkładane w pracę. Jestem także wdzięczny wszystkim właścicielom, którzy okazali mi zaufanie i powierzyli do treningu swoje konie.

Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy równie dużo powodów do radości w sezonie 2018.

Rozmawiał Piechur